Zdaniem miesięcznika wyniki sprzedaży surowca są uzależnione od lokalnych uwarunkowań.
– Jest lepiej niż na początku roku, ale do wykonania planu jeszcze daleko – wyjaśnia na łamach „Trybuny Leśnika” Bogusław Stankiewicz, nadleśniczy z Przemkowa na terenie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu.

Gorzej wygląda sytuacja na terenie sąsiedniej RDLP w Zielonej Górze. Najgorzej sprzedaje się drewno najdroższe, czyli wielkowymiarowe. Kupują je tylko lokalne tartaki. Mimo obniżki cen, nadal nie sprzedaje się surowiec tartaczny. Odbiorcy wolą najtańsze rodzaje średniowymiarówki, z przeznaczeniem na płyty i np. wyroby ogrodowe.
W zupełnie innych nastrojach są leśnicy w Małopolsce. Średnie ceny spadły o około 10%, zgodnie z systemem bonifikat wprowadzonych w Lasach Państwowych. Teraz osiągnięto tam poziom cen z IV kwartału ub. roku. Nadleśnictwo Limanowa rocznie sprzedaje 36 tys. m sześc. i bazuje głównie na rynku lokalnym.
- Odbiorcami naszego drewna są małe, rodzinne tartaki – mówi Jan Legutko, nadleśniczy z Limanowej. – Oni mogą ograniczyć zyski, żeby przetrwać i nie podlegają tylu zachwianiom rynku. Sporą część drewna nadleśnictw położonych wzdłuż naszej zachodniej granicy kupują niemieccy przedsiębiorcy. Oni z kolei zaopatrują rynek amerykański. Jak przekonuje jeden z rozmówców „Trybuny Leśnika”, dopiero poprawa sytuacji gospodarczej w stanach Zjednoczonych ożywi rynek sprzedaży drewna w Polsce.
Źródło: www.lasy.gov.pl